Praca w jednym pokoju z ludźmi mającymi dzieci i tylko dzieci, jako substytut życia osobistego, powoduje u mnie białą gorączkę.
Całe życie toczy się wokół telefonów, opowieści, sprawdzania- czy zrobiło już kupkę i jaką, jak mu się podobało w sklepie spożywczym i co się stało z jego pryszczem.
O ile, jeśli również ma się dziecko, można prowadzić kulturalną wymianę monologów, z uprzejmym przytakiwaniem, o tyle jeśli się nie ma- można jedynie przytakiwać i myśleć "ja pierdolę, weź już skończ".
Nie mogę ścierpieć, że takie sprawy zaburzają mi tak poważne punkty w programie dnia, jak oglądanie seriali i rozmowy na fejsbuku!
W takich momentach człowiek zaczyna poważnie myśleć "czy nie zrobić sobie bachora", tylko po to, żeby móc powiedzieć, a nawet krzyknąć : moje dziecko też zrobiło kupę, jeszcze bardziej śmierdzącą!! i ma większego pryszcza!!
I chociaż w jednym momencie dnia człowiek byłby z siebie dumny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz