czwartek, 22 sierpnia 2013

what a difference a day made



24 godziny. Od szczytu po dno. Po endorfenicznym haju nastąpiło walnięcie o ziemię z dużym gruchotem.
Patrząc z boku na ten proces i piękno czasu, amplitudę zmian... ale kto patrzy, ja tu się wkurwiam a nie!!
Patrząc z boku na ten proces... ja płaczę a nie!!
Patrząc..boże, jaka ja głupia i naiwna i w ogóle.

I taka właśnie...
leżąc na ziemi....
z mokrymi oczami.....
kiedy pięści się rozluźniają i oddech stabilizuje...

patrzę z boku na ten proces i piękno czasu, amplitudę zmian. o kurwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz