24 godziny. Od szczytu po dno. Po endorfenicznym haju nastąpiło walnięcie o ziemię z dużym gruchotem.
Patrząc z boku na ten proces i piękno czasu, amplitudę zmian... ale kto patrzy, ja tu się wkurwiam a nie!!
Patrząc z boku na ten proces... ja płaczę a nie!!
Patrząc..boże, jaka ja głupia i naiwna i w ogóle.
I taka właśnie...
leżąc na ziemi....
z mokrymi oczami.....
kiedy pięści się rozluźniają i oddech stabilizuje...
patrzę z boku na ten proces i piękno czasu, amplitudę zmian. o kurwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz